tantany

Welcome to Cartagena de indias

Posted from Cartagena, Bolivar, Colombia.

Po trwającym 45 minut locie z Medellin już na lotnisku wiedzieliśmy, że to w co nie dowierzaliśmy w Medellin, a co mówili prawie wszyscy jest prawdą. Temperatura 35 stopni, a do tego wilgotność która powoduje, że przez pierwsze kilka minut czujesz się mniej więcej jak po wyjściu spod prysznica. Żar dosłownie buchnął, wylał się, kiedy wyszliśmy z samolotu. Mina Natalii nielubiącej wysokich temperatur mówiła wszystko.

Na szczęście nasza baza na 4 dni była oddalona od lotniska o jakieś 10 minut drogie – dodatkowo w cenie zakwaterowania mieliśmy wliczony transport. Zatrzymaliśmy się w rybackiej wiosce – La Boquilla na przedmieściach Cartageny.

W sumie chcieliśmy odpocząć przez kilka dni od gwaru miasta – w Boquilli jest to dość łatwe, gdyż oprócz hoteli i rybackich chatek i wiat na plaży, które udają restauracje, nie ma tutaj praktycznie niczego. Za to mamy:

  • patio z hamakami, gdzie możemy sobie poleżeć i zjeść obiad
  • poranne wizyty kolibrów pożywiających się tym co dają doniczkowe kwiatki
  • psy – trafiliśmy akurat na cza,s gdy rottweiler właścicielki ma cieczkę i w odwiedziny przychodzą wszystkie psy z okolicy
  • dzieci z sąsiedztwa – dwie dziewczynki (2 i 5 lat) widząc, że stacjonujemy w pobliżu przychodzą bawić się z Aleksem
  • mrówki i plagę meszek – jako, że nasza chata z hotelem nie ma wiele wspólnego na patio grasują tysiące mrówek (w pokoju też czasem coś się zabłąka)
  • klimatyzację – która ratuje nam życie szczególnie w nocy, ale także jest przyczyną mojego przeziębienia.

Drugiego dnia wybraliśmy się do Cartageny miejscowym colectivo (autobus). I tutaj zaskoczenia nie było – jak wszyscy zgodnie podkreślali miasto jest perełką architektury kolonialnej, w dodatku bardzo dobrze zachowanej. Druga kwestia, która również zgadzała się co do opisów – jest drogo. Nawet bardzo drogo.

Dodatkowo zaczyna się to czego jeszcze nie doświadczyliśmy w Kolumbii, a co jest powszechne wszędzie gdzie są turyści-  natarczywość i nachalność sprzedawców, zawyżanie cen, oszustwa taksówkarzy (niestety miły Pan taksówkarz, z którym wracaliśmy do Boquilli jak się później okazało również doliczył sobie skromne 6-8 tys pesitos do standardowej taryfy).  Innymi słowy na każdym rogu, każdy próbuje zedrzeć z ciebie ile może. Nie ma stałych cen, wszystko musisz wywalczyć – taki już urok turystycznych miejscówek. Pod tym względem Medellin czy nawet Bogota to zupełnie inna liga.

Cartagena mocno przypomina architekturą (trochę też klimatem) i umiejscowieniem Cadiz. Wąskie uliczki, otoczone murami stare miasto, widoki z murów na otwarte morze – wszystko to sprawia, że czujemy się jak w domu.

Z ciekawostek – codziennie o 18 po plaży jeździ policja i informuje wszystkich, że na dzisiaj to już koniec. Robi się ciemno więc zamykamy plażę i proszę zmykać do domu 🙂

Dzisiaj na szczęście zmieniamy miejsce, przeprowadzamy się do centrum Cartageny. Wynajęliśmy hotel, który wydaje się bardzo przyzwoity – mamy nadzieję, że tak będzie (domek na plaży też się taki wydawał:P). I co najważniejsze przy tych upałach – jest tam basen. Będziemy mieszkać w dzielnicy Getsemani, gdzie jest mnóstwo hosteli, hoteli, knajpek, a co za tym idzie ludzi 🙂 Może uda nam się wyskoczyć na kolację ze śpiącym w wózku Aleksem 😉 Musimy jeszcze tylko zrobić plan działania – jest tutaj mnóstwo rzeczy do zobaczenia!

Odpowiedź do artykułu “Welcome to Cartagena de indias

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *